Siedziała przy biurku zawalonym stertami papierów i książek. W całym pokoju panował totalny chaos, a ona po prostu siedziała nachylona nad pracą – rysowała. Wyglądała przy tym niczym małe dziecko, oczy błyszczały jej takim blaskiem, włosy jak zawsze w zupełnym nieładzie opadały na boki. Istna beztroska, a była dorosła.
- Co malujesz? – zapytałam, wchodząc.
- Rzeczywistość – odparła, nie podnosząc nawet wzroku.
- Może konkretniej?
- Wszystko ci muszę tłumaczyć – westchnęła.
- A co ja niby mam rozumieć przez rzeczywistość rysowaną na kartce papieru?
- Co chcesz, właśnie na tym polega magia otaczającego świata – podniosła swoje jak zawsze wesołe oczy.
- Magia, tak… – rozbawiała mnie. Sądziłam, że powinna już wydorośleć z takiego postrzegania świata.
- Każdy z nas sam kształtuje swoją rzeczywistość.
- Tak, metaforyczne znaczenie kredki i kartki papieru oraz tego, co się na nim znajduje.
- Tak – odparła zupełnie niewzruszona moją niechęcią do jej myślenia. – Właśnie tak.
- Czyli rzeczywistość jest mniej realna niż się wydaje?
- Poniekąd – rzuciła tajemniczo.
- Zechcesz wytłumaczyć?
- Widzisz, ty uważasz, że świat jest taki, jakim go widzisz, a to wcale nie jest prawda. Wykształciłaś lub wpojono ci jakiś obraz świata i nie chcesz już wierzyć, że ten obraz mógłby być inny niżeli ty go widzisz – uśmiechnęła się, patrząc na rysunek.
- Czyli mam mylny obraz świata?
- Nie, to nie tak. Chodziło mi o to, że… – zamilkła, próbując ogarnąć swoje myśli. –Widzisz, ty uważasz, że to, co się dzieje jest niezależne od ciebie, tak jest i tyle. Twój umysł musi czuć, że wszystko ma swój porządek, miejsce. Wszystko, co dziwne, niezbadane lub, co uważane za nienaturalne jest niezauważane, czyli w pewnym sensie widzisz to, co chcesz wiedzieć.
- Dziwnie myślisz – uniosłam brwi. – Dziecinnie, jakbyś widziała inny świat.
- Bo widzę. Każdy postrzega go inaczej – spojrzała na mnie swoimi figlarnymi oczami.
- No dobrze, zgadzam się, ale chyba świat rzeczywisty jest stabilny i jest czymś, czego zmienić się nie da.
- Czemu, bo ktoś ci tak powiedział? Spójrz – wskazała na rysunek.
Moim oczom ukazał się czarny kawałek nieba, kilka czarnych drzew i kwiatów. Wszystko wydawało się takie ponure i smutne, pomimo tego, jak pięknie zostało namalowane.
- Czemu na czarno?
- A co, rysunek wydaje się smutny?
- No, to chyba jest oczywiste, w końcu ten kolor nie jest zbyt optymistyczny.
- Czekaj, a czy to nie dziwne? Nauczono nas właśnie takiego postrzegania tej barwy, przyjęło się, że taki on jest i koniec.
- Znów doszukujesz się czegoś dziwnego – zaskakiwało mnie jej myślenie, było inne.
- Dziwnego? – wydała się zdumiona moją reakcją.
- Tak, niby czemu mam się doszukiwać czegoś – zamilkłam, by znaleźć słowo – głębszego w kolorze czarnym?
- Ach, jesteś zaskakująca, nie umiesz wyjść poza te wpojone kanony – cmoknęła z niezadowoleniem.
- A co, coś w nich złego? A ty potrafisz?
- Po części to jest złe, to jest jakaś narzucona wizja wszystkiego. A co do mnie, nie, nie potrafię, bo jestem istotą społeczną – człowiekiem, ale mogę próbować rozważać inne możliwość.
- Tylko po co?
- A po co oddychamy?
- By żyć, to chyba oczywiste.
- Brawo, więc czy takie filozoficzne… – urwała – tak, chyba można to określić filozoficznym myśleniem, pozwala żyć?
- Bez tego też żyć możesz.
- No nie powiesz mi, że nigdy nie zastanawiałaś się nad istotą życia.
- Tak, ale nigdy nie szukałam innego sensu dla koloru czarnego, choćby nawet. Wiem, o co ci chodzi, tylko mam wrażenie, że chcesz bym doszła do wniosków, iż świat rzeczywisty jest iluzją, jaką nam wpojono.
- A tak nie jest? – jej oczy rozbłysły jeszcze bardziej radośnie.
- Sugerujesz, że wszystko, co widzę jest wytworem mojego umysłu?
- Po części.
- Tak, w końcu widzimy to, co chcemy.
- Brawo, wreszcie dochodzimy do jakiś konstruktywnych wniosków – klasnęła w ręce. – Będą z ciebie ludzie, mój ty Norwidzie.
- Znowu zaczynasz.
- Nie, porostu jestem zadowolona z postępów rozmowy.
- Tak, więc uważasz, że nie wszystko, co widzimy jest prawdziwe?
- Tak albo inaczej – spojrzała na kartkę. – Nie wszystko, czego nie jesteśmy w stanie dostrzec jest nierealne – wskazała na postać ukrytą w kwiatach.
- Nie dorysowałaś tego – zdziwiłam się, że dopiero teraz zauważyłam anioła ukrytego pośród czarnych roślin.
- Przecież byś zauważyła – uśmiechnęła się. – To chyba rozwiało już twoje wątpliwości na temat rzeczywistości.
- Tak – byłam lekko zaszokowana tym, co osiągnęła tą rozmową. – Reasumując...
- Świat rzeczywisty jest tylko iluzją. Jest tym, czym chcielibyśmy by był. Jest kłamstwem naszego umysłu, by łatwiej nam się żyło.
- Zaskakujesz mnie – uśmiechnęłam się. – Skończ już swój rysunek.
- Nie mogę
- Bo?
- Wtedy rzeczywistość przestałaby istnieć, pewnikiem brakuje tu wielu rzeczy, których mój umysł nie zauważa lub nie chce wiedzieć.
- Jutro powstanie nowy obraz rzeczywistości.
- Masz rację, on, co dnia jest inny – sięgnęła po następną kartkę.
- Co dnia zauważamy coś nowego lub wreszcie dochodzi do nas coś, co wcześniej dotrzeć nie mogło. Człowiek lubi tworzyć iluzje, wtedy żyje mu się łatwiej – wstałam i potargałam jej włosy.
- Na tym polega rzeczywistość – pochyliła się nad kartką z uśmiechem trzylatki, która poznaje świat.