Czy Bóg istnieje? czy istnieje jakieś prawo moralne? A jesli tak to dlaczego, skąd na świecie tyle niesprawiedliwości i zła? Dlaczego jedni mają szczęście i powodzenie a innym zawsze wiatr wieje w oczy? Czy ten dobry i niby sprawiedliwy Bóg nie widzi cierpień i niesprawiedliwości? Nie może czy nie chce sprawić aby dobrzy zostali nagrodzeni a występek ukarany? Dlaczego zbrodniarz żyje sobie spokojnie i dostatnio podczas gdy człowiek dobry i uczciwy klepie biedę?
Religia usiłuje nas przekonać o tym, że w innym świecie nasze cierpienia zostaną wynagrodzone, grzesznicy ukarani... Ale co teraz? Dlaczego dobry Bóg pozwala aby teraz cnota cierpiała a zło było bezkarne? Czy jeśli świat stworzony przez Boga, świat realny w którym teraz żyjemy jest tak niedoskonały jaką możemy mieć gwarancję że ten inny jest lepszy? W naszym świecie równość ludzi jest mitem, fizycznie, moralnie, umysłowo i duchowo nie jesteśmy równi. Jedni posiadają zdrowie i siły fizyczne, inni wątłe i chore ciało, jedni cieszą się mądrością i inteligencją, inni z ledwością potrafią kojarzyć pojęcia, są tacy którzy rodząc się w bogatych rodzinach mają już na starcie zapewniony świetny byt, inni o każdy kawałek chleba muszą ciężko walczyć.. Dlaczego tak się dzieje?
Religia nie potrafi wytłumaczyć istniejących różnic i niesprawiedliwości, nakazuje cierpliwie znosić trudny los w nadziei że po śmierci zostanie nam to wynagrodzone... Takie zapewnienie wystarcza jedynie niektorym z ludzi. Ja należe do tej drugiej grupy. Nie potrafiłam pogodzić się z takim stanem rzeczy, zadawałam pytania na które jedyną odpowiedzią było "bo tak jest" - a to niestety mi nie wystarczało.. Szukałam więc odpowiedzi na własną rękę. Poznałam wielu ludzi, większość z nich uważała że zna wszystkie odpowiedzi, ale to co mówili również mnie nie zadowalało.. nadal brakowało mi jakiejś cząstki układanki, odchodziłam aby szukać dalej..
Korzystając z różnych źródeł tworzyłam swój własny światopogląd, szukałam w świecie logiki wychodząc z założenia że mądry Bóg nie mógł przecież stworzyć nielogicznego ciągu wydarzeń, wszystko musi się w jakiś sposób łączyć, potrzebowałam tylko klucza który pomógłby mi to wszystko zrozumieć. Tym kluczem okazała się reinkarnacja. Czym jest? Aby to zrozumieć należy przede wszystkim pojąć, że świadomość i umysł to dwie różne rzeczy. Świadomość istnieje na długo przed urodzeniem, a nawet poczęciem człowieka. Podczas gdy ciałko małego człowieczka jest młodziutkie i dopiero się kształtuje, jego świadomość jest już w większym lub mniejszym stopniu ukształtowana.
Ewolucja świadomości odbywa się przez ożywianie i opanowywanie form fizycznych. Wcielanie się świadomości w coraz to nowe ciała dotyczy nie tylko człowieka, ale przejawia się w całej przyrodzie. Świadomość każdego żywego organizmu podlega ciągłemu rozwojowi. Poprzez przybieranie fizycznego ciała mogą one doświadczać i uczyć się nader istotnych rzeczy. Reinkarnacja jest więc ewolucją w której ogromna ilość świadomości będących w różnych stadiach rozbudzenia wchodzi w kontakt z róznymi fizycznymi formami. Ciało ludzkie jako doskonałe narzędzie umożliwia przejawianie się świadomości o wysokim poziomie rozwoju jakiego trudno byłoby szukać w niższych formach. Reinkarnacja jest procesem w którym istoty świadome używają form fizycznych adekwatnych do ich obecnego rozwoju aby za pomocą tych ciał - narzędzi zdobywać wiedzę i poznanie świata fizycznego. W całym tym procesie nie ma miejsca na niesprawiedliwość i ślepy los...
Każdy z nas dostaje to co w danym momencie rozwoju jest mu najbardziej potrzebne. Dostaje takie ciało i warunki jakich potrzebuje aby osiągnąc kolejny szczebel swojej własnej ewolucji. To tak jak w szkole - są klasy niższe i klasy wyższe a przecież nikt nie twierdzi że jest to przejaw jakiejkolwiek niesprawiedliwości... Ci z wyższych klas zaczęli swoją naukę dużo wcześniej, są starsi, mają więcej wiedzy i więcej doświadczeń.. Ci młodsi chcąc im dorównać muszą przebyć taką samą drogę ale nie odbierają tego przecież jako czegoś dziwnego i niesprawiedliwego... Czasami im się nie chce, czasami powtarzają klasę bo nie zliczyli pewnego wymaganego materiału.. oskarżają wówczas nauczycieli i zły los, ale przecież tak naprawdę to tylko od nich zależy czy opanują wymaganą wiedzę czy też będą zmuszeni do repetowania... tak samo rzecz się ma z naszym życiem.. kolejne wcielenia są jak coraz to wyższe klasy. Jeśli potrafimy zmusić samych siebie do pracy, dostaniemy promocję do kolejnego etapu, jeśli natomiast wybierzemy wegetowanie zamiast rozwoju, będziemy zmuszeni do ponownego podejścia do tego samego problemu...
To że w tej chwili jesteśmy biedni lub chorzy oznacza tylko tyle, że potrzebujemy właśnie takiej formy aby się czegoś konkretnego nauczyć, być może mamy jeszcze świadectwa z poprzedniej klasy... Im szybciej uda nam się to zrozumieć, tym szybciej nasza karma się zrealizuje i będziemy mogli przejść do kolejnego etapu... Szkoda więc czasu na użalanie się nad sobą i swoim losem... Zamiast tego zastanówmy się czego można się teraz nauczyć, co takiego siedzi w nas samych że cierpimy ? Spróbujmy nie obwiniając nauczycieli, rodziców, społeczeństwa przeanalizować własną sytuację, wyciągnąć z niej wnioski, przerobić kolejną lekcję... Jeśli zrobimy to uczciwie i do końca, nasz los się odmieni, wejdziemy "na skróty" do kolejnej klasy jeszcze w tym życiu...